piątek, 15 stycznia 2016

[108] Córka zjadaczki grzechów - Melinda Salisbury

Tytuł: Córka zjadaczki grzechów
Tytuł oryginału: The Sin's Eater Daughter
Autor: Melinda Salisbury
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Liczba stron: 336
Jest kraina, w której ludzie wierzą w bóstwa. W potężnego Daega władającego za dnia oraz jego żonę Naeht, mroczną władczynię ciemności, która swoim podstępem zdobyła cały świat. Jest jeszcze Daunen, owoc związku tych bóstw, która ma władzę nad życiem i śmiercią. Ludzie wierzą, że jej duch powraca, jako znak nadziei dla królestwa. 

Twylla jest wybranką bóstw, Daunen wcieloną, która ma poślubić księcia i razem z nim panować nad Lormere. Tyle, że jest jednocześnie bronią w rękach obecnej królowej. W jej skórze tkwi trucizna, która sprawia, że zwykły człowiek umiera w chwili, gdy Twylla go dotknie. Jest przeklęta. Skazana na życie w zamknięciu. I straszliwie samotna. Jedynie jej nowy strażnik, Lief, dostrzega w niej zwykłą dziewczynę, a nie śmiertelną broń. Tyle, że niektórych rzeczy nie powinno się wyjawiać, zwłaszcza na dworze, gdzie panuje okrutna królowa, zdolna do wszystkiego.



„– Nie jestem wolny, pani (...) Nie mogę po prostu odejść, zupełnie jak ty. Ty myślisz o możliwościach i wyborach, tak, jak ludzie myślą o lataniu. Widzą jastrzębia i myślą, że przyjemnie byłoby umieć latać. Ale gołębie i wróble też potrafią latać, a jakoś nikt nie wyobraża sobie siebie jako wróbla. Nikt nie chce być wróblem”.

Wersja angielska
Na samym początku obawiałam się, że Córka zjadaczki grzechów będzie podobna do Dotyku Julii, ponieważ w obydwu książkach pojawił się motyw zabijania samym dotykiem. Ale okazało się, że te dwie książki są od siebie zupełnie różne. Córka zjadaczki grzechów jest jak mroczna baśń, pełna starożytnych bóstw i zgrabnie utkanych kłamstw. 

Autorka bardzo sprytnie sobie wszystko obmyśliła i w efekcie wciąż mnie zaskakiwała. Wprowadzała w błąd, dawała pozorne poczucie, że wszystko pójdzie w dobrą stronę, pozwalała przywiązać się do niektórych postaci. I wyszło na to, że sama wpadłam w pułapkę zastawioną na główną bohaterkę. W życiu bym się tego nie spodziewała. A do tego ten mroczny klimat, który dodawał książce uroku. Te całe bóstwa, upadłe królestwa, czy nawet toksyczny dotyk głównej bohaterki. Trzeba przyznać, że Melinda Sailsbury miała naprawdę dobry pomysł i ta książka ma w sobie potencjał. 

Bohaterowie byli mocną stroną tej powieści. Od samego początku polubiłam główną bohaterkę. Twylla na początku była posłuszna i ślepo ufała królowej, choć skrycie ją nienawidziła. Ale w trakcie przeszła przemianę w silną i zdecydowaną kobietę. A to za sprawą Liefa, który zaczął widzieć w niej zwykłą dziewczynę, a nie trującą maszynę do zabijania. Był bardzo zaskakującą postacią. Miał wiele twarzy i tak naprawdę nie było wiadomo, czego się po nim spodziewać. Warty uwagi był także Merek – książę, który całe życie spędził w pałacu i obciążało go wielkie brzemię. 

Wątek romantyczny był bardzo ciekawie obmyślony. Przez część książki zastanawiałam się, jak autorka sobie z tym poradzi. Miałam obawy, że się zawiodę, ale było o wiele lepiej niż sądziłam. Świetnie jej wyszło opisanie zakazanej miłości, która nigdy nie powinna się wydarzyć. Ale nie mogło się obejść także bez kłamstw i tajemnic, bo w końcu na królewskim dworze pewnych rzeczy nie powinno się ujawniać...

„Nikt nie zapomina ludzi, którzy go kochali. Bez względu na wiek i upływ czasu, zawsze pamiętamy, że byliśmy kochani”.

Chciałabym zwrócić uwagę także na zakończenie. Początek książki nieco się wlekł, ale ostatnie strony były jak emocjonalny rollercoaster. Wyszły na jaw wszystkie kłamstwa, intrygi i tajemnice mrożące krew w żyłach. Niektórych rzeczy wprost nie dało się przewiedzieć. Byłam bardzo zaskoczona. To wprost genialne posunięcie ze strony autorki – po skończeniu chciałam więcej i więcej.

Podsumowując, Córka zjadaczki grzechów to mroczna opowieść pełna kłamstw, intryg i żądzy władzy. Nie brakuje w niej zaskakujących zwrotów akcji, mrożących krew w żyłach tajemnic i zakazanej miłości, która nigdy nie powinna się zdarzyć. Jestem pod dużym wrażeniem tej książki, ponieważ autorka bardzo sprytnie wszystko sobie obmyśliła. Nigdy nie było wiadomo, co się stanie, a zakończenie wprost wbijało w fotel. Jeśli miałabym opisać tę książkę jednym zdaniem, powiedziałabym, że to jedno wielkie i zgrabnie utkane kłamstwo. Ta książka może być idealna dla osób lubiących fantastykę. Ta książka na długo zostaje w pamięci. Ale uważaj. Ty też możesz wpaść w pułapkę!

„– O czym marzysz, Twyllo?

– Ja... nie marzę o niczym. Mam wszystko, czego mi trzeba.
– Nie wierzę. Musisz mieć jakieś marzenie. Każdy je ma.
– Chciałabym... chciałabym być szczęśliwa (...).
– Ja też. Ja też chcę być szczęśliwy”.

Moja ocena: 9/10 

16 komentarzy :

  1. Jak dla mnie okładka tej książki jest cudowna ! :) I tematyka mi pasuje, ale jakoś nigdy nie mogę na nią trafić ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się co do okładki - jest naprawdę śliczna :)

      Usuń
  2. Zainteresowała mnie ta książka- to zdecydowanie powieść dla mnie :) Będę musiała ją niedługo przeczytać! /Klaudia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie musisz. Jest naprawdę świetna! :)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. To zachęcam do zabrania się za nią. Ja sama długo zwlekałam i żałuję, że wcześniej się za nią nie zabrałam :)

      Usuń
  4. Ta książka długo czeka aż ją przeczytam, ale po twojej recenzji pospieszyć się i postaram się nadrobić jak najszybciej zaległości pozdrawiam
    http://wiktoriaczytarazemzwami.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie leżała na półce przez dobrych kilka miesięcy :)

      Usuń
  5. Interesuje się tą książką już od dłuższego czasu, ale w natłoku innych powieści zapominam, że chcę ją przeczytać ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak miałam. Ale złożyło się tak, że przyjaciółka zdobyła własny egzemplarz i zrobiłam sobie z nią noc czytania. Gdyby nie to, z pewnoście jeszcze długo bym się za nią nie zabrała :)

      Usuń
  6. Ta książka zdaje się mieć wszystko co lubię - zaskakujące zwroty akcji, tajemnice, intrygi, dlatego myślę, że może mi się spodobać. No i ta okładka jest cudowna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka jest naprawdę śliczna. Uważam, że ta książka na pewno ci się spodoba :)

      Usuń
  7. Jak książka miała swoją premierę to bardzo chciałam przeczytać ale z kolejną recenzją się zniechęcałam. Muszę jednak sięgnąć po tę książkę bo to całkowicie moje klimaty. :D Poza tym okładka jest taka niespotykana i przyciągająca wzrok. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka chyba najbardziej zachęca :)

      Usuń
  8. Oho - chcę przeczytać! :D Lubię intrygi, a jeszcze te na królewskim dworze, achhh. Muszę sięgnąć po tę powieść!! ^_^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie musisz - intryg tam nie brakuje :)

      Usuń


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka