środa, 14 lutego 2018

[242] PRZEDPREMIEROWO: Historia złych uczynków - Katarzyna Zyskowska

Nie każdy wierzy w przeznaczenie. A jednak coś sprawia, że przed  niektórymi rzeczami nie da się uciec. To jak próba oszukania samego siebie. Można odwlekać coś w nieskończoność, ale czy warto? Potem może być już tylko gorzej. Wszystko ma swój punkt początkowy. Jakiś element, który nadaje kształt lawinie zdarzeń, które zastępują potem. Brak uwagi. Błędny wybór. Zły uczynek. I już historia się ciągnie i ciągnie... Tylko kto zapłaci za te błędy? I kiedy? 

Ninie nigdy nie powodziło się zbyt dobrze. Jednak dostała od życia niewyobrażalną szansę: możliwość przeprowadzki i studiów w Warszawie. Ale nowe życie wcale nie jest takie wspaniałe, jak oczekiwała: w chwili gdy wsiada do samochodu z nieznajomym mężczyzną, wszystko diametralnie się odmienia. Miłosz okazuje się inny. Władczy. Ambitny. I znika tak szybko, jak się pojawił. Zdesperowana Nina wszczyna poszukiwania. Ale może ich spotkanie i odejście mężczyzny wcale nie było przypadkowe? Może wszystko zaczęło się wiele lat wcześniej? 

„Nie wystarczy żyć, trzeba żyć po coś”. 

Nie trzeba było mnie wiele namawiać, żebym zabrała się za tą książkę. Opis niesamowicie mnie przyciągał i miałam nadzieję, że Historia złych uczynków nie okaże się zwykłym słodko-gorzkim love story. Moje przeczucia były trafne. To coś zupełnie innego... a ja przepadłam bez reszty w tym mrocznym i ekscytującym świecie. 

Jednym z głównych motywów jest przeznaczenie. To ono kieruje decyzjami bohaterów, czasami ich ratując, a innym razem dobitnie pogrążając. Ciekawym pomysłem było ukazanie dwóch historii na raz: losów mieszkańców pewnego domu w czasie II wojny światowej, a także życia Niny, która próbowała ułożyć wszystko na nowo, jednocześnie szukając tego, co nagle utraciła. To na pierwszy rzut oka nie miało żadnych powiązań. Ale im dalej w treść, tym wszystko nabierało głębokiego sensu. Zanim się obejrzałam, przewróciłam ostatnią stronę z poczuciem ogromnego niedosytu. Miałam taki mętlik w głowie, że musiałam dać sobie chwilę czasu na przetrawienie wszystkiego, co się tam zdarzyło. I powiem jedno: WOW. 

Bohaterowie zostali dopracowani w najdrobniejszych szczegółach. Każde z nich miało wyrazistą osobowość. Niektórych lubiłam, innym wręcz przeciwnie: wzbudzali moje podejrzenia. Fela i Nina były pełne kontrastów, ze względu na czasy, w których było dane im żyć. Ale jednocześnie odnalazłam kilka podobieństw. I było jeszcze przeznaczenie, które je nieustannie prześladowało. Można powiedzieć, że to przede wszystkim opowieść o kobietach. A także złych uczynkach popełnionych lata temu, za które w końcu ktoś będzie musiał zapłacić. Życie wcale nikogo nie oszczędzało: pozwalało na drobinę szczęścia i równie gwałtownie je odbierało. 

„Nie wierzę, że wszystko jest z góry ustalone, zapisane gdzieś wysoko w gwiazdach, w horoskopach, szklanych kulach, co najwyżej w rachunku prawdopodobieństwa, ale może rację mają ci, którzy twierdzą, że przed przeznaczeniem nie da się uciec”. 

Nie znajdziecie w tej książce typowej historii miłosnej. A przynajmniej nie takiej szczęśliwej. Jest przepełniona smutkiem i melancholią, realiami życia, w którym nie brak przeszkód. Przeszłość i teraźniejszość. Dwie diametralnie różne rzeczywistości. Tylko że drogi kochanków nie stykają się zupełnie przypadkiem. Są jednie ciągiem zdarzeń prowadzących do kulminacyjnego punktu. Ich wybory ich definiują: zarówno te dobre i złe. Bo dla miłości można zrobić wiele... ale czy zawsze robi się to we właściwy sposób?

Podsumowując, Historia złych uczynków porwała mnie bez reszty. To opowieść z głębią. Emocjonująca. Poruszająca. Niesamowicie życiowa. Nie potrafię pozbierać myśli. Jest jak mroczna i okrutna układanka, która dopiero w ostatnich stronach nabiera realnych kształtów. Autorka zabawiła się moimi uczuciami i jednocześnie zostawiła z poczuciem melancholii i swego rodzaju niedosytu. Ta książka zdecydowanie daje do myślenia: o ludzkich wyborach, brutalności życia i w końcu o przeznaczeniu, przed którym nie można w żaden sposób uciec. Uważam, że każdy może znaleźć w niej coś dla siebie. Ja jestem wprost oczarowana. Gorąco polecam! 

„Zaglądałam przeznaczeniu w oczy wiele razy, bo chociaż uciekłam stąd daleko, to nie uciekłam od siebie. Nie da się uciec od siebie”. 

Moja ocena: 9/10
Za możliwość przeczytania tej pięknej opowieści przedpremierowo dziękuję Wydawnictwu Znak.

8 komentarzy :

  1. Jestem ciekawa tej książki i chciałabym ją przeczytać. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam do przeczytania, jest wspaniała 😊

      Usuń
  2. Z całą pewnością przeczytam! Coś czuję, że mocno mi przypadnie do gustu :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie :) Oby spodobała ci się tak mocno jak mi ;)

      Usuń
  3. Słyszałam już o tej książce i mam w planach ją przeczytać.
    Pozdrawiam!
    zapoczytalna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że to historia pisana życiem. Bez ubarwień i cukrowej posypki. Sama ostatnio skłaniam się ku takiej literaturze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam jedną powieść tej autorki,opowiadającą o Krzysztofie Kamilu Baczyńskim i byłam nią oczarowana. Myślę, że z przyjemnością sięgnę i po tę pozycję :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie słyszałam nigdy o tej książce, ale brzmi bardzo ciekawie, także na pewno chcę przeczytać. :)

    OdpowiedzUsuń


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka