piątek, 18 sierpnia 2017

[226] Zranieni - H. M. Ward

Są rany, które nawet z biegiem czasu nie znikają. Nie da się ich pozbyć żadnymi sposobami. Po prostu gdzieś tam są, raz po raz powracając wraz ze wspomnieniami z przeszłości. Życie wcale nie jest tak kolorowe, jak mogłoby się wydawać. To ciągła walka z własnymi demonami, pokonywanie kolejnych dni z nadzieją, że jutro będzie odrobinę lepiej. Ciągle pojawiają się pytania: Co by było, gdyby można było cofnąć czas? Albo podjąć zupełnie odmienną decyzję?

Studia dla Sidney to szansa ucieczki przed traumatyczną przeszłością, która gnębi ją od kilku lat. Jej życie to pasmo porażek. Aż wreszcie pojawia się nadzieja: zupełnie przypadkiem spotyka Petera, niezwykle interesującego i przystojnego mężczyznę, który od pierwszych chwil zawraca jej w głowie. Wszystko wydaje się iść w dobrym kierunku, ale wtedy okazuje się, że... Peter jest jej wykładowcą akademickim. Dwójka zranionych ludzi. Zakazane uczucia. Czy to ma jakiekolwiek szanse na przetrwanie?

„Prawda jest taka, że kiedy wydarzy się coś złego, nie ma sposobu, żeby to odkręcić. Niestety, w prawdziwym życiu nie ma opcji "cofnij". Nie możesz po prostu wymazać wszystkiego i zacząć od nowa”.

Nie oczekiwałam wiele po tej książce, ale byłam ciekawa w szczególności jednego motywu: relacji na linii studentka – wykładowca. Czasami lubię poczytać takie zakazane romanse, dlatego też z optymizm podeszłam do lektury Zranionych. Książka jest bardzo cieniutka, więc obawiałam się, że nie wszystko zostanie należycie rozwinięte. I rzeczywiście po skończeniu został mi po niej lekki niedosyt, szczególnie że autorka urwała akcję dosłownie w połowie wątku.

To typowe new adult. Mocno poranieni ludzie walczący z losem, który szczególnie okrutnie ich naznaczył, trudna miłość, która nie miała prawa istnieć, czy chociażby próby odbudowania normalnego życia, to jedne z ważniejszych zagadnień poruszonych przez autorkę. Nie oszczędzała żadnej postaci, ciągle podrzucając im nowe przeszkody. Jednakże po pierwszych stronach miałam raczej negatywne odczucia: wszystko działo się zbyt szybko i bez jakiegokolwiek sensu. Dopiero w dalszej części fabuły zaczęło być lepiej.

Bohaterowie byli całkiem dobrze wykreowani. Sidney na samym początku niezmiernie mnie irytowała. Całe szczęście, że w pewnym momencie poszła po rozum do głowy, bo przez moment miałam wrażenie, że to kolejna pusta dziewczyna, które jedynym atutem jest wygląd. Życie jej nie oszczędzało. Miała pewne problemy z samą sobą i demony z przeszłości, których nie potrafiła pokonać. Podobnie było z Peterem. Nosił na barkach ciężar ogromnej straty, która całkowicie go odmieniła. Był jedną z niewielu postaci, którą dało się lubić. Przystojny, inteligentny, a także wrażliwy. Tylko wewnętrzne rany nie pozwalały mu w pełni cieszyć się życiem.

„Czasami nie ma odpowiednich słów. Nie ma nic, co można by zrobić, żeby było lepiej”.

Wątek romantyczny był jednym z najważniejszych elementów fabuły. Zaczęło się od całkowitego przypadku, a skończyło na niezwykle silnej relacji, na dodatek zakazanej. Miłość pomiędzy studentką a nowym wykładowcą? Niemoralne i kompletne niedopuszczalne. A jednak czasami nie da powstrzymać się uczuć, które nawet pomimo strachu i rozbicia kwitną w najlepsze. Z zaciekawieniem obserwowałam poczynania bohaterów, wyczekując nieuchronnej katastrofy, która prędzej czy później musiała nadejść. Taka więź zdecydowanie nie była idealna – za to bardzo ryzykowna, a przez to ekscytująca. Cieszy mnie to, że autorka postawiła bardziej na więzi emocjonalne, a cielesność odstawia na dalszy plan.

Podsumowując, Zranieni to książka o trudnej miłości, która nie miała prawa istnieć. To także historia o ludziach, którzy zostali zmuszeni do dźwigania na swoich barkach ciężaru z przeszłości, który nie pozwalał normalnie żyć. Nie mogło zabraknąć zakazanych relacji, prawdziwej przyjaźni, a także zmagania się z własnym cierpieniem. Pomijając niezbyt zachęcający początek, to mogę uznać tę powieść za całkiem dobrą. Nic nadzwyczajnego, ale przyjemnie się czyta. Tylko ta końcówka jakaś taka urwana. To coś dla tych fanów new adult, którym nie znudziły się jeszcze utarte schematy.

„Mawiał, że życie jest podróżą. Że nikt nie wie wszystkiego – i najlepsze w tym jest to, że wcale nie musi. Twierdził, że nie trzeba być wszechwiedzącym, żeby wiedzieć, jak żyć”.

Moja ocena: 6/10
Za możliwość poznania historii Sidney i Petera dziękuję Wydawnictwu Editio Red.

15 komentarzy :

  1. To chyba taka książka na jeden wieczór. Czasem lubię coś takiego poczytać, więc czemu nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zdecydowanie na jeden wieczór. Ma ledwie 200 stron ;)

      Usuń
  2. Może kiedyś. Raczej nie sięgam po książki, w których motywem przewodnim jest romans, ale raz na jakiś czas odstresowuję się i przy takich, więc zapamiętam ten tytuł.
    Pozdrawiam!
    Zapraszam na konkurs, w którym do wygrania jest książka “Fałszywy pocałunek”

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie nie czytam książek, w których wcale nie ma wątku romantycznego ;)

      Usuń
  3. Zdecydowanie pozycja na jeden wieczór, ale mi się bardzo podobała. Szczerze powiem, że czekam na dalsze losy bohaterów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie też bym się dowiedziała co dalej po tym urwanym zakończoniu, ale jakoś mi się nie spieszy :)

      Usuń
  4. o podobnym schemacie jest książka Debiutant i jej kontynuacja Absolwentka i tam jest też to ciekawie opisane :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja erotykom już dawno powiedziałam nie :D Kiedyś jeszcze czytałam, ale teraz są dla mnie nudne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Seksu jako tako tutaj jeszcze nie było, aż sama się zdziwiłam ;)

      Usuń
  6. Również lubię czytać o takich zakazanych romansów więc myślę, że sięgnę po te pozycje, żeby sama przekonać się jaka jest.

    http://weruczyta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może tobie bardziej przypadnie do gustu ;)

      Usuń
  7. Wnioskuję z opisu, że książka jednak nie dla mnie, dziękuję za ciekawy jej opis. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  8. Słyszałam o tej książce, ale jakoś kompletnie mnie nie ciągnie. Nie lubię takich zwyczajnych romansów, jakoś bez wątku kryminalnego lub fantastycznego nie mogę się wciągnąć w historię, bo zwyczajnie mnie nudzi :D
    Pozdrawiam ciepło! :)
    Kasia z niekulturalnie.pl :)

    OdpowiedzUsuń


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka